Na wschodzie szkiery…

To chyba wizja szkierów, tysięcy małych wysepek połączonych promami, wodnymi taksówkami i zmarzniętym lodem, opisana w książkach Viveca Sten, rozpaliła moją wyobraźnię na tyle, że postanowiłam, że tegoroczne wakacje spędzimy w Szwecji. Gdy decyzja już zapadła, przypominały mi się kolejne książki i kolejne miejscowości, które koniecznie muszę zobaczyć, o czym trochę wspominałam już tutaj. A ponieważ uwielbiam planować samodzielne wakacje i po zeszłorocznym all inclusive wiem już na pewno, że ta formuła nie jest dla mnie nawet gdy dzieci są małe, przygotowania ruszyły pełną parą. Właśnie ze względu na małe dzieci musieliśmy ułożyć trasę w taki sposób, aby z jednej strony pozwoliła nam zobaczyć jak najwięcej, a jednocześnie, aby nie była udręką dla naszych małych szatanków i nas samych. Przewodnik Lonely Planet jak zwykle okazał się najlepszym wsparciem, według mnie dużo lepszym niż internet. Strzałem w dziesiątkę okazało się zabranie rowerów (może poza okolicą Sztokholmu, która ze względu na dużą liczbę wzniesień, jest dla cyklistów dość męcząca), dzięki czemu  mogliśmy dość szybko zwiedzić sporą część miasta/okolicy, nie narażając się na postękiwanie zmęczonych latorośli.

Także ze względu na dzieci ograniczyliśmy liczbę miejsc noclegowych, aby nie trzeba było ciągle się pakować a zarazem, żeby miejsca te były dogodne do krótkich wycieczek. I tak po opuszczeniu promu w Nynashamn pojechaliśmy na wyspę Varmdo pod Sztokholmem, gdzie spędziliśmy tydzień a stamtąd pojechaliśmy do Kungshamn, uroczej małej miejscowości na zachodnim wybrzeżu, która była idealną bazą wypadową do eksploracji tej części Szwecji. Ostatnim naszym przystankiem były cztery dni w Ystad, królestwie Kurta Wallandera, skąd promem wróciliśmy do Polski.

Pierwsza część naszych wakacji – wschodnie wybrzeże, była niestety najbardziej deszczowa i zimna. Pomimo tego jednak, zachwyciło nas piękno tych okolic i to, że Szwedzi bez względu na pogodę uwielbiają z natury korzystać w myśl zasady, że nie ma złej pogody, jest tylko złe ubranie. Samo Varmdo było idealną bazą wypadową zarówno po szkierach jak i do Sztokholmu.  Niesamowite jest to, że już 20 km od stolicy rozciągają się gęste lasy, z niesamowitą ilością borówek i jagód a sarenki nie raz podchodziły do naszego domu. Bałtyk z tej perspektywy przypomina bardziej nasze Mazury przez swoje zatoczki i trawiaste brzegi niż polskie piękne plaże.

Punktem obowiązkowym była dla mnie wycieczka na wyspę Sandhamn, a właściwie Sando (gdzie głównym/jedynym portem jest Sandhamn), opisywaną w cyklu książek o Thomasie Anreassonie i Norze Linde autorstwa wspomnianej już Viveci Sten, dokąd zawiózł nas punktualny i czysty (w odróżnieniu od polskiego) prom, którym także i ci bohaterowie często podróżują. Urokliwą wyspę bez problemu objechaliśmy rowerami w godzinę a potem rozgrzaliśmy się ciepłym obiadem w nadmorskiej restauracji, gdzie zjedliśmy treściwą zupę rybna i charakterystyczne dla tego rejonu pieczone mięso. Porcje duże i gorące, idealne dla przemarzniętych turystów.

Po bardzo dobrym wrażeniu ze szkierów, Sztokholm dla odmiany okazał się dla nas szary i brzydki, ale może to wina przenikliwego zimna i deszczu. Niestety ze względu na duży deszcz, nie udało nam się dotrzeć na Tunnelgatan, miejsca zabójstwa premiera Olafa Palmego, którego historia została zresztą bardzo ciekawie opisana w fabularyzowanej serii książek Leif G.W. Perssona.  Pochodziliśmy za to po Ostermalmie i Soder, dzielnicach, w których mieszka praktycznie każdy bohater książek dziejących się w Sztokholmie, w tym oczywiście Paul z Drużyny A autorstwa Arne Dahl.

Processed with Snapseed.

Najlepszym punktem tego dnia była dla mnie wizyta w Ostermalms Saluhall, pochodzącej jeszcze z XIX wieku hali targowej. Choć oryginalny budynek był akurat w remoncie, to tymczasowy „barak” do którego przeniesiono bazar był najładniejszą prowizorką jaką widziałam. Podobno zresztą Szwedzi to królowie „tymczasowych” budynków. Hala ta to raj dla wszystkich foodies, z bogactwem warzyw, mięs a przede wszystkim owoców morza. Znajdujące się w hali bistra to jedne w najlepszych miejscówek w Sztokholmie, nie mogliśmy więc nie skusić się na lunch w bistro Lisa Elmqvist, choć kolejka chętnych była długa a i ceny nie najniższe. Jakość jedzenia zrekompensowała nam i oczekiwanie i ceny.

Ostermalms Saluhall to zresztą jedno z niewielu miejsc w Sztokholmie, gdzie można kupić jedzenie poza supermarketem (choć niestety bardzo drogie). To co było dla mnie największym rozczarowaniem w Szwecji, to właśnie całkowity brak małych lokalnych sklepów i bazarków. Nawet mieszkając nad samym morzem, jedynym miejscem kupienia ryb czy warzyw jest właśnie supermarket a i w nim wybór nie powala… Papierowe pomidory w sierpniu to dla mnie prawdziwa porażka…

Tydzień na szkierach skończył się jak zwykle za szybko, ale potem czekała nas najpiękniejsza naszym zdaniem część Szwecji – West Coast.

7 Komentarzy Dodaj własny

  1. foodróże pisze:

    Planujecie wracać jeszcze do Szwecji? My byliśmy na przełomie czerwca i lipca (właśnie powstaje relacja i niedługo planuję coś wrzucić na bloga), start też w Nynashamn, ale stamtąd na południe, najpierw Gotlandia, potem do Karlskrony. I zdecydowanie polecamy te rejony! Nawet pomimo anginy, była to jedna z fajniejszych wypraw w życiu.
    Sami wprawdzie korzystaliśmy głównie z prawa pierwszej nocy (codziennie w innym pięknym miejscu), a noclegi w ten sposób to raczej jak dzieciaki trochę podrosną, ale na pewno dałoby się rozplanować coś bardziej stacjonarnego 🙂

    Polubienie

    1. movedbybooks pisze:

      Na pewno wrócimy bo wkręciliśmy się w Skandynawię. Na pewno pojechalibyśmy inaczej (tzn. bardziej mobilnie) gdybyśmy nie mieli dzieciaków. I na pewno czeka na nas północ 😉

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s